Wisełka - Woliński Park Narodowy


04 Apr
04Apr

Te święta są inne. Po roku pandemii każdy z Nas już kogoś stracił, każdy z Nas wie, z czym walczymy i że droga jest długa. Końca nie widać. Tym bardziej doceniamy krótkie chwile normalności - jak ten dzisiejszy popołudniowy spacer. Rok temu w Niedzielę Wielanocną byłam w pracy - w wolnej chwili graliśmy w badmintona i żadne z Nas nie wiedziało, że od jutrzejszego dnia czeka Nas kwarantanna - a w moim przypadku, że dwa dni później będę szczęśliwą posiadaczką koronawirusa i że przede mną 42 dni samotności. O świętach z rodziną nawet nie myślałam - więc za możliwość spędzenia tegorocznych we własnym domu, za szczepionkę, która daje mi choć częściową pewność, że nie przyniosę tego syfu rodzinie, jestem szczególnie wdzięczna. 

Doceniając te chwile - wybraliśmy się na spacer do nadmorskiej miejscowości, oddalonej od Naszego domu o jakąś godzinę spokojnej jazdy samochodem. :) 

Dojeżdżamy samochodem na skrzyżowanie ulic Nadmorska i Leśna. Nie ma tam jakiegoś konkretnego parkingu, ale zorientujemy się, że jesteśmy w dobrym miejscu po ilości aut stojących przy drodze i tablicach, informujących o terenie Wolińskiego Parku Narodowego. 

Możemy wyruszyć na dwa sposoby - albo czerwonym szlakiem naprzód, gdzie dojdziemy do morza, albo czerwonym szlakiem w prawo, który doprowadzi Nas do latarni morskiej Kikut, oddalonej od parkingu o godzinę spokojnego marszu i jakieś 3 kilometry drogi. My wybraliśmy trasę skręcającą w prawą stronę, ponieważ woleliśmy wracać z plaży prostą drogą do auta. Dzięki temu ominęliśmy tłum ludzi, idących tylko na plażę. Przez całą drogę na drzewach znajdują się oznakowania szlaku czerwonego, także nie sposób się zgubić. 

Droga do latarni wiedzie krętymi, leśnymi, dobrze utwardzonymi ścieżkami. Przez moment można poczuć się jak w górach, ponieważ kilka stromych podejść na tym spacerze zdecydowanie uda się zaliczyć. :) Pogoda dopisywała Nam przez całą wyprawę, momentami trzeba się było nawet rozbierać, bo droga na latarnię jest dobrze osłonięta od wiatru. 

Miałam w zanadrzu jeszcze kilka zdjęć, na których próbuję podskoczyć, ale zostawię je na jakąś inną okazję. :) Jak widać na zdjęciu, czerwony szlak co chwile krzyżuje się z czarnym, który prowadzi na plażę. My jednak wytrwale podążamy w stronę latarni Kikut, nie przejmując się i nie myśląc o niczym. 

Niesamowite w Wolińskim Parku Narodowym jest to, że każde powalone drzewo.. po prostu tam zostaje, zarasta mchem i tworzy przepiękny, niepowtarzalny wystrój tego miejsca. Po 50 minutach spokojnego marszu, z kilkoma przerwami na robienie zdjęć, dochodzimy do ławeczki, przy której można usiąść, napić się wody, zjeść kanapkę czy po prostu chwilę odpocząć. Niesamowite jest też to, że przy każdym takim miejscu, na całej trasie, stoją piękne, drewniane śmietniki. Może dzięki temu na trasie prawie nie widać śmieci? 

W tym miejscu widzimy również drogowskaz, który pokazuje w którą stronę możemy podążać na plażę, a w którym na latarnię morską.  Pozostało Nam już tylko jakieś 5 minut marszu pod górkę, gdzie powoli Naszym oczom ukazywać się będzie główna atrakcja dzisiejszego dnia.

Oto i ona! Latarnia Kikut, wieża orientacyjno-widokowa, w 1962 roku przerobiona na latarnie morską. Ze względu na swoje położenie, czyli wzgórze o wysokości 75 metrów nad poziomem morza, jest uznawana za najwyższą latarnią polskiego wybrzeża. Jej światło ma 91,5 metra wysokości ponad wodą. Ze względu na jej pełne zautomatyzowanie niestety nie została udostępniona zwiedzającym. Można więc podziwiać ją tylko z daleka. Na samej latarni również znajduje się altanka, w której można usiąść i odrobinę odsapnąć. 

W tym momencie udało Nam się odrobinę pobłądzić. :) Po obejrzeniu latarni należy wrócić się do ławeczki z drogowskazem, który wskazuje kierunek plaży. Z tego miejsca do morza pozostaje Nam 0,5 km drogi i Naszym oczom ukaże się taki oto widok: 

Kierujemy się w lewą stronę. W tym momencie mamy już za sobą 4 km, a mniej więcej drugie tyle jeszcze przed Nami. Czas zapiąć kurtki, założyć czapki i rękawiczki, i wybrać się na poszukiwanie bursztynów! :) 

Po około 20 minutach marszu (chyba, że tak jak w Naszym przypadku, będziecie robić przerwy na grzebanie w piasku) dochodzimy do zejścia, z którego już tylko prosta droga dzieli Nas od ulicy Nadmorskiej. 

W sezonie letnim funkcjonuje tam jeszcze restauracja o wdzięcznej nazwie - Karczma na Wydmach. Dawniej był to hangar Ratownictwa Brzegowego, Wojskowy Ośrodek Wypoczynkowy. Teraz zamknięta na cztery spusty - ze względu na sezon i pandemię. W tym miejscu pojawia się już znaczne zagęszczenie ludzi. 

Z tego miejsca pozostało Nam już tylko 25 minut drogi i 1,4 km trasy do przejścia - cały czas przemieszczamy się czerwonym szlakiem, równym, utwardzonym, który bez problemu poradzi sobie z wózkami dziecięcymi i rowerami. Po drodze możemy zaobserwować kilka miejsc do odpoczynku - ławek i altanek. 

Jeśli znudziły się Wam już Wasze okoliczne trasy albo będąc nad morzem nie chcecie powielać codziennie tych samych spacerów - Wisełka jest dla Was idealnym miejscem. Mimo przedwiośnia było pięknie - my już wiemy, że wrócimy tam wiosną i latem, żeby zobaczyć jak pięknie się wszystko zazieleni. :) 

Cała trasa z licznymi przerwami zajęła Nam 2 godziny 22 minuty i liczyła 8,25 km - z małym błądzeniem w trakcie. 

Na sam koniec - chciałbym życzyć Wam wszystkim zdrowych, wesołych, spokojnych świąt. Życzę Wam, żebyście zawsze mogli spotkać się z tymi, których kochacie. Błagam - bądźcie odpowiedzialni i mądrzy. Pandemia nie odpuści, jeśli wreszcie nie weźmiemy się w garść. 

Komentarze
* Ten email nie zostanie opublikowany na stronie.