Bieszczadzkie Drezyny Rowerowe


16 Sep
16Sep

Po kilku męczących i intensywnych dniach urlopu w Bieszczadach przyszedł czas na chwilę odpoczynku.. a przynajmniej tak nam się na początku wydawało. :) W trakcie planowania przejażdżki Bieszczadzkimi Drezynami Rowerowymi do głowy nam nie przyszło, że wyjdziemy zmęczeni nie mniej niż po średniej długości wycieczce górskiej. Wchodząc na stronę internetową zarezerwowaliśmy przejazd drezyną. Koszt jednej drezyny, na której mieszczą się cztery dorosłe osoby, to 120 zł za podróż w obie strony trasą 12 km i 110 zł za 8,5 km. Poza sezonem od poniedziałku do piątku jest możliwość wybrania tylko trasy 12 km. Odszedł więc dylemat wyboru, a i my byliśmy zadowoleni, że dłużej będziemy cieszyć się urokami wycieczki. 

Po leniwej pobudce, śniadaniu i kawie na tarasie z przepięknym widokiem niespiesznie ruszyliśmy do samochodu, prawie podskakując z radości na myśl o kolejnej atrakcji, którą dziś uda nam się zobaczyć. Czekała nas krótka wycieczka autem, do miejsca docelowego, czyli stacji początkowej - Uherce Mineralne. W latach 1977–1981 wioska nosiła zdecydowanie bardziej polską nazwę - Nowa Wieś. Położona jest ona na wysokości 360 m n.p.m. Nazwa miejscowości wskazuje na udział ludności sprowadzonej zza granicy węgierskiej w powstawaniu wsi. 

Na miejscu trzeba zjawić się 15 minut wcześniej, żeby odebrać rezerwację i opłacić bilet. Na stronie znajduje się informacja, że płatność tylko gotówką, jednak czekało Nas miłe zaskoczenie - terminal. Jeśli myślicie, że 15 minut to kupa czasu, to spokojnie, na pewno nie będziecie się nudzić. To dobry czas na skorzystanie z toalety, szybką kawę, zakup pocztówek (a te są tam wyjątkowe - zrobione nie na zwykłym papierze, a potocznie mówiąc: na korku) czy tak jak w moim przypadku - kilka szybkich zdjęć. Co zadziwia już na początku? Dwóch mężczyzn w wieku około 20-25 samodzielnie obraca każdą z drezyn w odpowiednim kierunku jazdy. Niby nic, ale w każdej "turze" jedzie ich około 30. Nie wiem, ile ważą, ale zdecydowanie nie wyglądają na lekkie. Jeszcze kilka ostatnich chwil i już powoli zajmujemy miejsce na drezynach. 

Właściwie jeszcze do tego momentu nie wiemy, co nas tak naprawdę czeka. Trasa Uherce Mineralne - Janowce - Uherce Mineralne nie brzmi tak strasznie. Na początku jedzie ekipa z obsługi, nadając tempo wycieczki. Mimo pouczeń o zachowaniu odstępu ok. 15 metrów od drezyny jadącej przed sobą, o unoszeniu lewej ręki osoby, która ma hamulec i zamierza go użyć, ludzie jak to ludzie - robią co chcą. Jeśli te zasady są nieprzestrzegane, dochodzi do zderzania się ze sobą drezyn, co wcale nie jest przyjemne, a w pewnych przypadkach nawet bolesne. Trasa w stronę Janowców jest... cały czas pod górę, co znacznie utrudnia sprawę. Trzeba się naprawdę zmęczyć, żeby dojechać na miejsce. Co prawda po około 4 kilometrach zaplanowany jest krótki postój i odpoczynek, ale.. w ciepły dzień można się nieźle spocić! :) 

Trasa, mimo iż piękna i malownicza, z kolorami zwiastującymi nadchodzącą jesień, jest dość wymagająca i nie ma prawie czasu na podziwianie widoków, robienie zdjęć i delektowanie się pięknem. Dopiero po przystanku w Janowcach (który trwa około 20 minut, wszyscy muszą opuścić drezyny, które są po raz kolejny ręcznie przestawiane) zaczyna się prawdziwa przyjemność z jazdy. Droga prowadzi już cały czas z górki i przejechanie sześciu kilometrów przez dwie osoby, bez żadnej zmiany, nie stanowi już najmniejszego problemu. Może z wyjątkiem niewygodnych siedzeń, od których bolą... cztery litery. :) Teraz jest czas na podziwianie widoków, robienie zdjęć, odpoczynek. Trzeba tylko uważać, żeby za bardzo się nie zagapić (szczególnie, jeśli jest się osobą siedzącą po stronie prawej i obsługującą hamulec), bo można wyrządzić niezłą stłuczkę. Poniżej jeszcze kilka zdjęć, które udało się zrobić. 

Podsumowując! Jeśli na urlopie nie myślicie tylko o spaniu cały dzień w hotelowym pokoju, leniuchowaniu i oglądaniu telewizji, to przejażdżka Bieszczadzkimi Drezynami Rowerowymi będzie dla Was idealną atrakcją. Mierzcie jednak siły na zamiary - najlepiej, żeby była Was co najmniej trójka, tak, żeby można było często się zmieniać. Wtedy przejazd nie będzie tak uciążliwy i męczący. 

P.S. W toalecie można spotkać napis, który skradł moje serce - chyba powieszę taki w swoim miejscu pracy. :) 

Komentarze
* Ten email nie zostanie opublikowany na stronie.