Szybki wypad do Wrocławia + ZOO


18 Sep
18Sep

Czy jedna noc we Wrocławiu wystarczy, żeby zobaczyć wszystko, o czym się marzy? Zdecydowanie nie! Nawet nie próbowałam.. poszłam tylko tam, gdzie od początku chciałam. Tak, żeby się nie przemęczać, odpocząć przed dalszą podróżą (bo miejscem docelowym mojej wyprawy były Bieszczady), dobrze zjeść i poczuć, że to faktycznie początek wymarzonego urlopu. :) 

STARE MIASTO 

Swoją podróż jak zawsze zaczęłam od tego, co kocham we wszystkich miastach najbardziej, a czego niestety w Szczecinie brakuje - czyli od Starego Miasta. Sercem jest tutaj tętniący życiem, w dzień i w nocy, prawie 24 godziny na dobę, rynek. Zarówno rynek, jak i ratusz zostały odbudowane po II wojnie światowej. Przepiękne, kolorowe kamienice i urokliwe uliczki nadają temu miejscu niepowtarzalny klimat. Niespiesznie zaczęłam więc robić zdjęcia, starając się uchwycić jak najwięcej. Żadne zdjęcie nie odda piękna wrocławskiego rynku, jednak chciałabym choć trochę pokazać Wam, co mogłam przez ten krótki pobyt podziwiać. 

Moje zabawy z aparatem fotograficznym (lustrzanką, Nikon D5600) zaczęłam od niedawna. Zabieram go w każde możliwe miejsce i fotografuję wszystko, co się da. Zdjęcia zapewne pozostawiają jeszcze wiele do życzenia, jednak ja jestem dumna z tego, jaki postępy udało mi się zrobić podczas mojego urlopu. Okazji było dużo, widoków jeszcze więcej. Należało więc rzucić się w wir fotografowania. :) Towarzysze podróży wcale nie mieli lekko.. ciągłe prośby o niewchodzenie w kadr, o przesuwanie się lub też o zrobienie zdjęcia takiego, jakie sobie wymarzyłam. Znieśli to jednak dzielnie, a pamiątka w postaci tych kilku zdjęć z pewnością niedługo wyląduje na ścianach i w albumach. 

MOSTEK POKUTNIC - Katedra św. Marii Magdaleny

Ok, rynek na Starym Mieście mogę uznać za zaliczony, choć pod koniec posta z pewnością umieszczę jeszcze kilka zdjęć z wieczornego spaceru. Kilka kroków od rynku, między ulicami Szewską i Łaciarską, znajduje się Katedra świętej Marii Magdaleny. Niby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że na jej szczycie znajduje się jeden z punktów widokowych, który koniecznie musimy odwiedzić. Można z niego podziwiać panoramę miasta Wrocław, a widok na Stare Miasto zapiera dech w piersiach. 

Wiąże się z tym punktem widokowym nielicha historia. Po mostku miały rzekomo przemieszczać się pokutujące dusze dziewcząt, które za życia wolały zabawy zajmowały się zwodzeniem kolejnych adoratorów zamiast stać się przykładnymi żonami i matkami. Za karę miały co wieczór męczyć się, sprzątając wąski mostek. 

Z wysokości 45 m idealnie można z niego podziwiać panoramę Wrocławskiego Rynku. W wieży prowadzącej na mostek nie ma windy, na górę prowadzą kręte schody (dokładnie 247 schody), wejście odradzane jest osobom cierpiącym na klaustrofobie.  Mostek czynny jest przez cały rok - za wstęp na samą górę należy zapłacić 5 zł za bilet ulgowy i 10 zł za bilet normalny. Moim zdaniem jest to cena warta widoku, który ukaże się naszym oczom po pokonaniu zastraszającej liczby schodów. :) 

Punkt widokowy nie jest otwarty przez całą dobę, więc warto sprawdzić, zanim się tam wybierzemy. :) Jedynym minusem jest dość mała ilośc miejsca na samym mostku i dopóki byliśmy w trójkę, wszystko było fajnie. Gdy doszły kolejne dwie osoby, zrobiło się lekko przyciasno, więc postanowiliśmy opuścić mostek, chociaż oczy chciałyby jeszcze trochę popatrzeć na przepiękny widok. 

OGRÓD BOTANICZNY UNIWERSYTETU WROCŁAWSKIEGO

Kolejnym miejscem, w które postanowiłam się wybrać, to właśnie przepiękny Ogród Botaniczny. Niestety, zanim udało mi się do niego dotrzeć (po drodze jest przecież tyle pięknych rzeczy, którym trzeba zrobić zdjęcie!), okazało się, że na zwiedzanie mam tylko jakieś 45 minut. Odległość od rynku to około 2 km. 

Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego został założony w roku 1811 na terenie częściowo Ostrowa Tumskiego, częściowo odzyskanym po zburzonych na rozkaz Napoleona fortyfikacjach miejskich i po zasypanej północnej odnodze Odry (po tej odnodze rzeki pozostał w ogrodzie zbiornik wodny), ograniczonym dzisiejszymi ulicami Kanonią, Hlonda, Wyszyńskiego, Sienkiewicza i Świętokrzyską. 

Wstęp jest płatny - bilet ulgowy 10 zł, bilet normalny 20 zł. Bilety można kupić również online, na stronie ogrodu. Na urlopie cieszyłam się, że jestem studentką, ponieważ większość atrakcji uwzględniało to w cenach biletów. Strach pomyśleć, co będzie, jak przestanę się uczyć i za wszystko będę musiała płacić normalną cenę.. 

Zdjęcie poniżej nie pochodzi z samego Ogrodu Botanicznego, a z Mostu Tumskiego (Mostu Katedralnego). Łączy wyspę Piasek i Ostrów Tumski. Znany jest jako most Zakochanych lub most Miłości. Zakochane pary przypinały na nim kłódki z imionami. Niestety, po remoncie w 2019 roku kłódki zostały zdjęte i nigdy nie wróciły na swoje miejsce. 

Dzisiaj wieszanie kłódek na moście Zakochanych we Wrocławiu jest zabronione. Most został gruntownie wyremontowany i nie można na nim umieszczać żadnych dodatkowych elementów, aby go nie obciążać. Przed remontem usunięto ich tysiące, a ważyły w sumie kilkanaście ton. Nowe kłódki są usuwane przez służby miejskie. Zakochani zostawiają teraz pamiątki na barierkach wzdłuż bulwaru Pawła Włostowica i na skwerze przy pomniku kardynała Kominka. Kluczyki, tak jak dotąd, wrzucane są do Odry.

Whisky in The Jar

Po tak długim czasie i intensywnym spacerze, koniecznie przyszedł czas na zjedzenie późnego obiadu/wczesnej kolacji. Od samego początku wiedziałam, dokąd się udamy. Zarezerwowałam wcześniej miejsce, żeby nie było problemu z dostaniem się do restauracji. Szczególnie, że rezerwacja jest darmowa. Przychodząc więc o umówionej godzinie już z daleka było widać, że kilka osób czeka przed wejściem na wolne miejsce. Znacie to uczucie, gdy przychodzicie gdzieś ostatni, a wchodzicie pierwsi i wszyscy dookoła wyglądają, jakby chcieli was rozszarpać gołymi rękami? Tak właśnie było w naszym przypadku.. 

Miejsce jest bardzo klimatyczne (z czym na pewno zgodzą się fani i kierowcy motocykli, które znajdują się wszędzie dookoła - nawet powieszone pod sufitem), choć przez pleksi, które wiszą wszędzie, oddzielając od siebie każdy stolik, zdecydowanie straciło część swojego uroku. Tak samo jak menu - karta nie została przyniesiona do stolika, tylko grzecznie zostaliśmy poinformowani, że  znajduje się ona w formie online na stronie internetowej. Kolejnym minusem był fakt, że przystawki, które mieliśmy dostać, jak sama nazwa wskazuje przed jedzeniem, dostaliśmy równo z daniem głównym. Częściowo sami się na to zgodziliśmy, gdy dostaliśmy taką propozycje od kelnerki - w jej odczuciu miało to skrócić czas oczekiwania na właściwą szamę. W połączeniu z długim czasem oczekiwania na jedzenie wszyscy byliśmy już lekko poddenerwowani. Opłaciło się jednak, wiedzieliśmy o tym już wtedy, gdy na stołach pojawiło się przepyszne jedzenie. 

Do picia zamówiłam sobie drinka z whisky polecanego przez obsługę, stąd też za nic w świecie, nawet patrząc uporczywie w kartę przez dobre dziesięć minut nie jestem w stanie przypomnieć sobie nazwy. Mogę jedynie powiedzieć, że był jak najbardziej pyszny i umilił oczekiwanie na jedzenie. 

Przystawką były panierowane serki - które mimo niewłaściwego czasu podania okazały się przepyszne. Jako, że jestem fanką mięsa, gdy tylko zobaczyłam w karcie Grillowane Żeberka BBQ od razu wiedziałam, co wypełni dziś mój pusty już od kilku godzin żołądek. Żeberka jadam w wielu miejscach i jedno muszę przyznać z czystym sercem - tak dobrych jak w Whiskey in The Jar nie jadłam jeszcze nigdy. Idealnie doprawione, miękkie, rozpływające się w ustach. Sos BBQ? Rewelacyjny, dokładnie taki, jaki powinien być. Porcja była jednak ogromna, prawie zabójcza. Dzielnie zjadłam 2/3 z podanego mi dania i chciałam popełnić seppuku. 500 g pysznego mięsa, wyobrażasz to sobie? 

Większość zdjęć z dzisiejszego wpisu pochodzi od mojej nowej miłości - aparatu Nikon - jednak kilka, w tym właśnie te z restauracji, zrobione zostały telefonem. O dziwo, dopiero teraz, wrzucając od czasu do czasu "podgląd" tego, co już udało mi się nabazgrolić, widzę porażającą różnicę i zastanawiam się: jakim cudem jakość zdjęć z telefonu kiedyś mi wystarczała? 

Stare Miasto nocą?

Gdy wyszliśmy z naszej kolacji, byliśmy lekko zaskoczeni, że na dworze jest już ciemnawo. W mojej głowie natychmiast zapaliła się lampka: super, porobię zdjęcia nocą! Okazało się to trudniejsze niż mi się wydawało, a z miliona zdjęć, które zrobiłam, udało mi się wybrać tylko kilka takich, które mogę pokazać światu. Wcale nie są one takie, jakie miały być w mojej głowie. 

Poniższe zdjęcia to już nie Stare Miasto, a droga powrotna do miejsca, w którym spałam. Okazuje się, że całkiem dobrze czasem obrócić się za siebie, żeby zobaczyć coś pięknego. Są one zrobione telefonem komórkowym, gdyż aparat był już schowany i gotowy na następny dzień pstrykania.

Po takich widokach nadszedł czas na długo oczekiwany wypoczynek. Przecież następnego dnia, oprócz zwiedzania ZOO pozostało nam jeszcze sporo kilometrów do przejechania. Jak wszyscy, którzy w ZOO wrocławskim kiedykolwiek byli, wiedzieliśmy, że tam nie wchodzi się i nie wychodzi po godzinie zwiedzania. 

ZOO WROCŁAW

Ogród Zoologiczny we Wrocławiu (Zoo Wrocław) – ogród zoologiczny znajdujący się przy ul. Wróblewskiego 1–5 we Wrocławiu, otwarty 10 lipca 1865. Jest najstarszym na obecnych ziemiach polskich ogrodem zoologicznym w Polsce. Powierzchnia ogrodu to 33 hektary. Oficjalną nazwą ogrodu jest Zoo Wrocław Sp. z o.o. Pod koniec 2015 Ogród Zoologiczny we Wrocławiu prezentował ponad 10 500 zwierząt (nie wliczając bezkręgowców) z 1132 gatunków (trzecie pod tym względem zoo na świecie). Jest piątym najchętniej odwiedzanym ogrodem zoologicznym w Europie z dziennym rekordem wejść wynoszącym 28 300 osób.

To moja trzecia i na pewno nie ostatnia wizyta w tym miejscu. Mając porównanie do innych ogrodów zoologicznych, które często odwiedzam w wielu miastach, ten zdecydowanie jest moim ulubionym, przynajmniej w Polsce. Jak głosi napis na stronie internetowej: ZOO Wrocław jest czynne przez cały rok, we wszystkie dni tygodnia, także we wszystkie święta bez wyjątków. 

Cennik znajduje się na stronie ZOO, na której można dowiedzieć się wszystkiego, co będzie nam potrzebne podczas zwiedzania. Zapewniam, że atrakcje są tam odpowiednie dla każdego - dziecka czy dorosłego. Jeśli myślicie, że zwierzęta w ZOO są nieszczęśliwe - polecam odwiedzić ogród zoologiczny we Wrocławiu. Kilka lat temu zmieniłam zdanie po pierwszych 30 minutach pobytu w nim. 

Zamieszczam tylko niewielką część zdjęć, które zrobiłam, żeby każdy miał szansę samemu przekonać się o tym, co czeka go w ogrodzie zoologicznym we Wrocławiu. 

Osobiście mogłabym spędzić godziny w małpiarni, obserwując inteligencję tych stworzeń. Kolejnym miejscem, które zachwyci każdego, w szczególności jednak najmłodszych zwiedzających, jest ranczo i dziedziniec. Można tam dotknąć zwierząt, nakarmić je i zrobić świetne zdjęcia. Warto również zapoznać się z listą pokazowego karmienia zwierząt - co dodatkowo urozmaici pobyt w ZOO. 

UFF, chyba nigdy nie napisałam jeszcze tak długiego wpisu i nie zamieściłam tylu zdjęć. Mam nadzieję, że choć kilku osobom pomoże on odkryć kilka ciekawych miejsc we Wrocławiu! :)

Komentarze
* Ten email nie zostanie opublikowany na stronie.