Rynek w Rzeszowie


19 Sep
19Sep

Przedostatni dzień urlopu, pogoda powoli zaczyna się psuć, wszyscy są już odrobinę zmęczeni i czują, że lada moment znajdą się w domu. Dlatego zwiedzania Rzeszowa nie było w planach, a pomysł na zboczenie z trasy i znalezienie jakiejś restauracji, żeby zjeść coś ciepłego, pojawił się dosłownie kilka chwil wcześniej. Zboczyliśmy więc z obranego kursu i po chwili byliśmy już w centrum miasta, szukając miejsca, w którym udałoby się bezpiecznie zaparkować samochód. Jak każde większe miasto - Rzeszów również prezentuje problem zbyt małej ilości miejsc parkingowych. Po kilku minutach poszukiwania udało się zostawić auto w wymarzonym miejscu. 

STARE MIASTO

Jeśli zdarzyło już się Wam czytać moje wpisy, to doskonale wiecie, że uwielbiam starówki. Niepowtarzalny urok i klimat, jakie posiadają, zawsze przypomina mi, dlaczego uwielbiam podróżować i mimo hałasu, chaosu i dużej ilości ludzi cały czas odwiedzam wielkie (małe również!) miasta. Inaczej nie mogło być i w przypadku Rzeszowa. 

Rzeszów – miasto na prawach powiatu w południowo-wschodniej Polsce, stolica województwa podkarpackiego, stolica rzymskokatolickiej diecezji rzeszowskiej. Rzeszów jest centralnym miastem aglomeracji rzeszowskiej. 

Rynek w Rzeszowie – plac znajdujący się w centrum starówki Rzeszowa, na terenie dzielnicy Śródmieście. W otoczeniu rynku działa wiele sklepów i kawiarni, odbywają się na nim liczne wydarzenia kulturalne. Obecna zabudowa pochodzi z XIX wieku i jest skutkiem pożaru, jaki nawiedził miasto w 1842 roku. Wcześniej najprawdopodobniej w rynku stały niskie domy drewniane, lub częściowo murowane z piwnicami, które zachowały się do dziś i stanowią atrakcję turystyczną. Był on miejscem ożywionego handlu wyrobami takimi jak biżuteria, ubrania, meble itd., do czasu, gdy podjęto się budowy Rynku Nowego Miasta. Dominującą budowlą rynku jest wolno stojący w południowo-zachodnim narożu ratusz. Na jego wieży w XVII wieku istniał dzwon, którego uderzenia zezwalały na rozpoczęcie handlu rano, a po południu go kończyły.

Jeszcze jedna rzecz przykuła naszą uwagę w centrum Rzeszowa - mianowicie kosze na śmieci. Nie takie zwyczajne i smutne, jak w większości miast. Są one niezwykle barwne i kwieciste, przypominające swymi wzorami tereny odległego Dubaju. Próbowałam odnaleźć pomysłodawcę tej inicjatywy w internecie albo chociaż wzmiankę o tym, dlaczego zdecydowano się na takie rozwiązanie, jednak oprócz kilku zdjęć w Google i dwóch artykułów, których autorzy również są zdziwieni tą zmianą nic więcej nie udało mi się znaleźć. Sami jednak przyznajcie - czy nie są urocze? :) Dla mnie powinny one znajdować się w każdym mieście. Podobno koszt oklejenia jednego kosza na śmieci to 100 zł. Niby nic, a cieszy! 

Zdjęć mało, bo i pobyt krótki. Rzeszów został zapisany w głowie jako miejsce do odwiedzenia conajmniej na weekend. Powoli zaczyna się zastanawiać czy starczy mi czasu na zobaczenie wszystkich tych miejsc, o których marzę. Miejmy nadzieję, że tak! Głównym celem pobytu w tym pięknym mieście było zjedzenie obiadu, zapraszam więc do.. 

..Rzeszowskich Słoików!

Urokliwej restauracji, która sama o sobie mówi, że jest: "restauracją cechująca się domową kuchnią lokalną na każdą kieszeń. Odkrywamy na nowo zapomniane przepisy, łamiemy tradycyjne receptury oraz wprowadzamy nowe światło na kuchnię Podkarpacką." Trafić do niej nietrudno, znajduje się na ulicy Sokolej 11, pięć minut spacerkiem od Starego Miasta. Mimo, że przy głównej ulicy, to wchodząc do niej zapominamy o zgiełku, który panuje na zewnątrz. 

Jak się pewnie domyślacie - nazwa nie wzięła się znikąd. Wnętrze udekorowane jest niczym innym, jak słoikami, w których możemy znaleźć najróżniejsze przetwory na zimę, kompoty. Cały urok tej restauracji polega również na tym, że większość dań i dodatków do nich podawana jest.. właśnie w słoikach. :) W środku znajdują się 3 małe salki, gdzie goście mogą spokojnie usiąść i delektować się magią tego miejsca. W jednej z nich znajduje się również kącik zabaw dla dzieci. Ceny są odpowiednie dla każdego - wszak co oznacza słowo słoik? 

Słoik to potoczna i pogardliwa nazwa osób, które pochodzą z małych miejscowości, lecz z różnych życiowych przyczyn zdecydowali się (czasowo lub na stałe) zamieszkać w dużym mieście. Najczęściej nazywa się w ten sposób studentów, którzy po świątecznym lub weekendowym pobycie w domu rodzinnym przywożą jedzenie w zawekowanych słoikach.

Herbata w słoiku (obawiałam się, czy się nie poparzę, ale spokojnie, szkło grube i z łatwością można złapać za nie gołą ręką), przepyszna zupa pomidorowa z galuszkami (popularna węgierska potrawa o kształcie klusek) i przepysznym chlebkiem, wypiekanym na miejscu czy też wreszcie danie główne - żeberka o wdzięcznej nazwie w karcie: Żebro Adama. Na zdjęciu połowa porcji, którą i tak z ledwością udało mi się zjeść. W słoikach zasmażana kapusta i sos BBQ. Kolejna restauracja, którą mogę polecić z czystym sumieniem. Jedzenie tanie, smaczne, szybko podane. Tak trzymać! 

Po krótkim pobycie w Rzeszowie czas na dalszą drogę, tym razem kierunek: Sandomierz. :) 

Komentarze
* Ten email nie zostanie opublikowany na stronie.